Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

Itsumo Nande Demo – Spirited Away: scena w pociągu



Spirited Away to film z 2001 roku napisany i wyreżyserowany przez Hayao Miyazakiego. Jest to najwyżej oceniany film studia Ghibli. Znalazł, jako jedyne anime w historii, uznanie w oczach jurorów Akademii Filmowej w postaci Oscara. Dziś chciałbym się skupić na jednej scenie, moim zdaniem kluczowej dla całego obrazu.

Spirited Away opowiada o podróży do krainy bogów. Sen przekraczając stopnie pagody, do której trafia przypadkiem, gdy jej rodzice gubią się podczas podróży do nowego domu, wkracza do zupełnie innego świata. Podróż bardzo często bywa metaforą życia, przede wszystkim w symbolice wschodniej. Jednak prawdziwa droga zaczyna się tam, gdzie świadomość. Pisząc o filmach studia Ghibli, nie sposób uniknąć takich rozważań, jednak punktem wyjścia w tym wypadku jest konkretna scena.




Podczas pobytu w krainie bogów, Sen w pewnym momencie jest zmuszona do odbycia kolejnej podróży, już wewnątrz miejsca, do którego trafiła. Podróż ma na celu zdobycie lekarstwa, dla zatrutego chłopca, który podobnie jak ona uległ klątwie i jest uwięziony w boskiej krainie. Żeby to zrobić, Sen wsiada do pociągu jadącego na drugi koniec świata bogów. Skupmy się na podróży.

Obok wieży, w której rezyduje Sen w krainie bogów, przejeżdża pociąg z torami ukrytymi w wodzie. Pewnego dnia, ona sama jest zmuszona do niego wsiąść. Żeby to zrobić podpływa ze swoją przyjaciółką do torów, zdejmuje buty i podąża w stronę najbliższej stacji. To rytuał przejścia, który ma na celu podkreślenie tego, że kolej nie porusza się tylko po krainie bogów, a jest łącznikiem pomiędzy światem ludzi i bóstw. Sen zabiera ze sobą współtowarzyszy, również objętych różnymi klątwami, a za nimi podąża jedna z najważniejszych postaci filmie – Kaonashi, istota bez twarzy.


Kiedy kolej przyjeżdża na stację, okazuje się, że Sen ma wystarczającą ilość biletów, aby zabrać ze sobą wszystkich towarzyszy. Wsiadając do wagonu, główna bohaterka zauważa, że nie ma nim fizycznie obecnych osób – za to są ich cienie, przypominające sylwetki ludzi, ale pozbawione twarzy. Podobnie jak Kaonashi, który nosi maskę, żeby ukryć swój brak twarzy, cienie symbolizują świat ludzki – niewyraźny i bezimienny, przynajmniej dla kogoś kto przebywa w krainie bogów. W scenie uderza dualizm: jest bardzo jasno zaznaczone, że świat boski i człowieczy to dwa zupełnie różne miejsca, ale pociąg jest tym co je łączy. Podróż sama w sobie pozwala osiągnąć lub przynajmniej dojrzeć istotę transcendencji, chociaż na chwilę.

W filmie widzimy na każdym kroku próby przeciwstawienia sobie dwóch tradycyjnych japońskich religii – korzenie obrazu i mitologia jest żywcem wyjęta z shinto, ale symbolika zdarzeń i rozważania nad podróżą prowadzą nieubłaganie do wyciągnięcia wniosków o inspiracji buddyzmem zen.


Nieprzypadkowo pociąg porusza się po torach zalanych wodą, a sam świat oglądany z jego okien jest również zalany. Tafla wody w tradycji japońskiej symbolizuje klątwę – w tym wypadku najcięższą z nich, taką która oddziela świat człowieka od krainy bogów. Trudno ująć, który z nich jest tym właściwym; w świecie boskim nie brakuje szaleństwa i okrucieństwa, ale świat ludzki jest cichy, beznamiętny i smutny. Biorąc pod uwagę koncepcję samsary, można wywnioskować, że jej przekroczenie według Miyazakiego nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi, a spokój i szczęście to rzeczy względne – według niektórych nieokreślone nawet przez samą doktrynę buddyjską. Wszechobecne lustro wody, będąc jednocześnie metaforą klątwy, obrazuje też granicę między cielesnością, a duszą – nieprzekraczalną barierę, której brzeg mogą zobaczyć tylko nieliczni. 


Podczas podróży Sen obserwuje zalane otoczenie ze smutkiem i dystansem. Świadomość rozdziału dwóch różnych światów jest trudna do zniesienia, ale kiedy nasza bohaterka siada w pociągu, jest zmuszona do konfrontacji z prostym obrazem – świadomością w czystej postaci. Celem podróży jest inna część krainy bogów, ale droga do niej prowadzi przez świat ludzki, który jest nieosiągalny z perspektywy przebywającego w innej części rzeczywistości. Jedyne co pozostaje Sen to rola obserwatora.

W scenie podróży pociągiem należy też zwrócić uwagę na zmianę pory dnia. Gdy Sen zaczyna swoją wyprawę w świetle dnia, wagon jest pełen ludzi-cieni, lecz gdy ją kończy wkraczając do innej części krainy bogów zostaje w nim sama. Kiedy zapada noc, Sen ma możliwość ukończyć pielgrzymkę, podczas której jako jedyna nie zasypia i obserwuje z ciekawością istotę zmiany.



Scena podróży pociągiem jest piękną metaforą i nawiązaniem do konstrukcji całego filmu. Milczące towarzystwo istoty Bez Twarzy jest dowodem na zrozumienie i istnienie mostu pomiędzy krainą ludzi, a bogów. Niemożliwym do oceny jest fakt, czy Sen na drugim końcu podróży pozostaje w krainie bogów, czy na moment wraca do świata ludzkiego. Obie odpowiedzi są równie prawdopodobne, a każdy kto oglądał film, wie czego symbolem jest dom, do którego zmierza Sen.







piątek, 12 lutego 2016

Air - The End of Evangelion



Oglądając po raz pierwszy Neon Genesis Evangelion, większość widzów nie ma pojęcia na co patrzy. Anime z konwencji opierającej się na walkach mechów i dramacie, przez który przechodzą młodzi bohaterowie zamienia się w coś znacznie poważniejszego.

Love is Destructive


End of Evangelion to film ujmujący dwa ostatnie odcinki anime w zewnętrznej perspektywie. Cała seria liczy sobie 25 epizodów, ale finał rozgrywa się w introspekcji toczącej się po części tylko i wyłącznie w głowie głównego bohatera, Shinjiego. 



Widząc 24 i 25 odcinek oglądający, nie może tak naprawdę wiedzieć co się stało. Ma mieć własną interpretację i złożyć wydarzenia, tak jak dyktują mu to jego emocje lub przemyślenia. Nie bez powodu jednym z głównych motywów przewodnich Evangeliona jest psychoanaliza. W ten sposób nie widzimy historii, którą napisał Hideaki Anno (twórca serii), a dostrzegamy naszą własną. W dzisiejszych czasach, ktoś mógłby to porównać do burzenia czwartej ściany, jednak to proces dużo bardziej skomplikowany, niż mogłoby to obrazować takie proste porównanie.

Sposób w jaki jest zbudowany serial i film obrazujący dwa ostatnie odcinki z perspektywy zewnętrznej, to jeden z najbardziej przemyślanych scenariuszy w historii anime, wypływający z głębokiej fascynacji autora
psychoanalizą. W Evangelionie przedstawione są wątki, w których za pomocą operowania na relacjach i emocjach między postaciami pokazywane są najważniejsze archetypy obecne w życiu człowieka. Widzimy więź Shinjiego z ojcem, z własną matką, a także z innymi kobietami. Shinji poszukuje swojej tożsamości i próbuje przekonać się jak wygląda świat. 


Kluczowym elementem Neon Genesis Evangelion jest ucieczka od społeczeństwa, przy jednoczesnym panicznym strachu przed samotnością – w ujęciu psychodynamicznym to tak zwany dylemat jeża, polegający na dualizmie istnienia człowieka, jako istoty społecznej i indywidualnej. Główny bohater, Shinji próbuje się przekonać, czy może odnaleźć poczucie szczęścia, czy na świecie został już tylko ból. W ostateczności oba te koncepty łączą się w całość i pokazują, że nie ma wyboru – jest tylko świat, w którym możemy wybrać czy chcemy żyć, czy umierać. Równocześnie w Evangelionie możemy dostrzec przemyślenia Anno na temat szczęścia i cierpienia. Czasem jesteśmy długotrwale wystawieni na ból, a czasem przyjemność przychodzi tylko na chwilę.

ONE MORE FINAL

Pomimo tego, że End of Evangelion kończy się w nieco bardziej dosłowny sposób niż serial, finał nadal jest bardzo ambiwalentny. Nie mamy pojęcia co będzie dalej, a przed bohaterem pozostaje tylko dalsza droga.

Powody ku temu są dwa. Pierwszy z nich jest dość banalny – Hideaki Anno kończąc produkcję serialu nie miał pieniędzy na realizację finału w taki sposób, jak sobie to wymyślił. Postawił zatem na introspekcję, tłumaczącą co się działo z Shinjim, gdy był w stanie bliskim katatonii. Jest to bardzo poruszający obraz, ale dla kogoś kto ogląda Evangeliona jest zupełnie zrozumiały. To drugi powód, ale można domyślać się, że mogło chodzić o coś więcej.

Gdy zastanowimy się nad konceptem wyparcia w psychoanalizie i popatrzymy na finał Neon Genesis Evangelion, zobaczymy to zupełnie inaczej. Shinji zamyka się w sobie i pokazuje tylko swoje wewnętrzne myśli, jednocześnie odcinając się od świata i możemy tylko przypuszczać, jak złe rzeczy dzieją się naprawdę. Trzecie uderzenie jest pokazane tylko symbolicznie, a narracja zmienia się w podręcznikowy przykład wyparcia.


A co, jeśli sam autor uległ wyparciu wobec dzieła, do którego miał za mały dystans? W wypadku gdy Hideaki Anno chciał pokazać koniec świata i poniekąd śmierć wszystkich swoich bohaterów, mogło się okazać, że nie był w stanie tego zrobić kończąc serial.

Widząc End of Evangelion, można to dostrzec na każdym kroku. Film jest niesamowicie brutalny i bezwzględny, pokonując bariery, których sama seria animowana nigdy nie tknęła. Koniec świata rozgrywa się bardzo osobiście na wielu frontach, wszyscy dookoła Shinjiego umierają, a on sam jest bezsilny. Jego droga dobiega końca, tylko po to aby udowodnić mu że został sam. Albo nie. To już zależy od interpretacji widza.




poniedziałek, 11 stycznia 2016

If I hear that you pine for me, I will return to you - Kaguya Hime no Monogatari

Po napisaniu o Kaze Tachinu, chciałem stworzyć przynajmniej jeszcze jeden tekst o filmach studia Ghibli. Pomimo określonego kierunku artystycznego, twórczość studia jest tak zróżnicowana, że bez najmniejszego problemu mógłbym znaleźć dziesiątki tematów. Bardzo ważnym obrazem, bez wątpienia, jest dla mnie The Kingdoms of Dreams and Madness - film dokumentalny opisujący produkcję dwóch ostatnich produkcji Ghibli. Sam dokument jednak tak doskonale pokazuje postać Hayao Miyazakiego i proces tworzenia przez niego animacji, że trudno byłoby napisać cokolwiek więcej o samym Miyazaki-sanie. Głównym wątkiem Kingdom of Dreams and Madness są końcowe etapy tworzenia Kaze Tachinu i Kaguya-hime no monogatari. Pierwszy z filmów jest autorstwa Miyazakiego, nad drugim czuwał Isao Takahata, legenda japońskiej animacji, przyjaciel i mentor samego Miyazaki-sana. 



The Bamboo Cutter's girl.

Kaguya-hime no monogatari to ostatni film Takahaty i, prawdopodobnie, najbardziej wyjątkowy ze wszystkich obrazów jakie przestawiło studio Ghibli. Poziom oprawy artystycznej w opowieści o księżniczce Kaguyi to nieprawdopodobne osiągnięcie - każda klatka filmu wygląda jak obraz genialnego malarza powstający i poruszający się na naszych oczach. Kreska jest dość oszczędna, pokazując wszystkie niezbędne do ułożenia historii elementy bardzo wyraźnie, jednak to jej animacja robi największe wrażenie. Ten film trzeba zobaczyć w ruchu, żeby przekonać się na własne oczy, że dowolny obraz może zamienić się animację w każdej chwili, wystarczy tylko i wyłącznie chęć autora do powołania go do życia. 

Historia opowiadana w Kaguya-hime no monogatari to tradycjna, japońska przypowieść o zbieraczu bambusów z X wieku (która, co ciekawe, jest uznawana za najstarszy przykład historyczny japońskiej prozy narracyjnej), w związku z czym w filmie widzimy pełno wizualnych inspiracji tradycyjną ikonografią Japonii. Szczególnie uderzają obrazy przedstawiające naturę i otoczenie wiejskie - widać, że twórcy filmu bardzo mocno inspirowali się klasycznymi motywami ze sztuki japońskiej. W miarę jak zmienia się narracja w filmie, zmienia się też oprawa - kreska momentami staje się bardziej dynamiczna, wręcz rozmazana, przedstawiając również bardziej impresjonistyczne podejście do animacji. Próbując zamknąć w słowach wygląd Kaguya-hime no monogatari mógłbym napisać, że to przepiękny obraz, na który nie sposób się napatrzyć, malujący doskonale nieziemską historię Kaguyi.



Birds, bugs, beasts...

Sama legenda przedstawiona w filmie jest równie istotna i poruszająca jak jego oprawa. Przypowieść o zbieraczu bambusów, na której oparty jest obraz Takahaty, opowiada historię biednego chłopa, żyjącego z pracy przy ścinaniu pędów bambusowych. Któregoś dnia w jednym z pędów znajduje księżniczkę maleńkich rozmiarów, po czym zabiera ją do domu. Po powrocie, próbując pokazać znalezisko żonie odkrywa, że księżniczka zamieniła się w niemowlę, które bezdzietna para przygarnia. Dziewczynka rośnie niesamowicie szybko, a od czasu jej znalezienia, zbieracz bambusów w każdym kolejnym ściętym pędzie zaczyna znajdować złoto. Za zebrany przez jakiś czas majątek, para buduje dla księżniczki wspaniały pałac, kupuje najlepsze ubrania oraz zatrudnia służbę i nauczycieli, tak aby uczynić z Kaguyi prawdziwą księżniczkę.

Wieść o młodej i niesamowicie pięknej kobiecie dociera do japońskiej arystokracji oraz samego Imperatora, którzy za najwyższy cel stawiają sobie podbicie serca Kaguyi. Księżniczka jest jednak nieszczęśliwa - w jej sercu zamiast miłości, budzi się nieprzejęta tęsknota, która wskazuje, że Kaguya była najszczęśliwsza, żyjąc blisko przyrody, w lesie, w którym odnalazł ją zbieracz bambusów. Przytaczanie dalszej części przypowieści grozi zniszczeniem radości z oglądania, w związku z czym zatrzymam się w tym miejscu, jednak część z was zapewne już ją zna, a ciekawych odsyłam na strony o japońskiej kulturze literacką. 


Najbardziej niesamowitym dokonaniem Takahaty było przełożenie japońskiej legendy na piękny, plastyczny obraz, czyniąc przy okazji treść, opowiadaniem ponadczasowym. Wersja Takahaty różni się nieco (głównie elementami występującymi w zakończeniu) od tradycyjnej opowieści, skupiając się na postaci samej księżniczki i czyniąc ją znacznie bardziej ludzką, niż w przypowieści o zbieraczu bambusów. Kaguya nie jest zwykłą dziewczyną - to mieszkanka królestwa niebieskiego, zesłana na ziemię w celu ochronienia jej życia (lub za karę w zależności od wersji źródłowej legendy), która na ziemi ma przebywać określony czas. Złoto, które znajduje zbieracz bambusów ma pokryć koszty jej życia, jednak jest go bardzo dużo, w związku z czym przybrani rodzice Kaguyi decydują się na stworzenie dla niej warunków godnych księżniczki. Bardzo szybko jednak pałac i nowe zwyczaje stają się jej więzieniem, a tęsknota zamienia się w rozpacz.


Isao Takahata bardzo wiernie przedstawił legendę o księżniczce Kaguyi, nie pomijając przy tym bardzo ważnej części historii, czyli próby zaręczenia się z nią pięciu książąt japońskich, a w końcu samego Imperatora. Każdemu z kandydatów Kaguya przedstawia niemożliwe do wykonania zadania, między innymi zdobycie miski żebraczej Buddy lub gałęzi z drzewa rodzącego klejnoty. Oczywiście, żadnemu z adoratorów nie udaje się wykonać zadania, przez co Kaguya odrzuca każdego z nich. Na końcu sam Imperator próbuje przekonać księżniczkę do małżeństwa, co kończy się zniknięciem Kaguyi, pokazującej w ten sposób, że nawet sam  władca Japonii nie ma na nią żadnego wpływu.



I'll always be here with you, forever and ever.

Co ciekawe, trudno ująć jednoznacznie, czy przyczyną rozpaczy Kaguyi jest jej separacja od przyrody i zwykłego życia wiejskiego, które tak kochała, czy świadomość konieczności powrotu tam, skąd przybyła (czyli księżyca, a konkretniej Księżycowej Stolicy, w której mieszkają bogowie). Jako widz, możemy zaobserwować znudzenie i smutek Kaguyi, jednak zarówno jego przyczyna, jak i rozwiązanie są celowo nieoczywiste, ze względu na to, że Takahata stara się pokazać przede wszystkim emocje księżniczki, dopisując niejako do legendy własne przesłanie. Najbardziej istotnym motywem przewodnim wydaje się być reinkarnacja, jednak odejście z tego świata zostaje przez księżniczkę  okupione cierpieniem i pragnieniem przeżycia swojego czasu na ziemi w sposób jak najbardziej ludzki, doświadczając miłości, przyjaźni, przywiązania, a także chaosu i niezrozumienia, odnajdując w tym wszystkim mianownik cierpienia oraz współczucia wspólny dla wszystkiego, co żyje. 


Historia księżniczki Kaguyi, przedstawiona przez przez studio Ghibli robi niesamowite wrażenie. To jedna z najbardziej wyjątkowych animacji, jakie miałem możliwość zobaczyć w swoim życiu. Jeśli chodzi o warstwę narracyjną i sposób, w jaki została przełożona japońska legenda, można śmiało stwierdzić, że jest perfekcyjna - w niektórych miejscach historia została lekko zmieniona lub nieco inaczej nakreślona, lecz Isao Takahacie udało się stworzyć prawdziwe dzieło sztuki - wyjątkowe i onieśmielające pięknem.




czwartek, 7 stycznia 2016

The wind rises, we must try to live - Kaze Tachinu / Zrywa się wiatr


Zaczynając temat filmów Miyazakiego, czuję się jakbym mógł nie pisać o niczym innym bardzo długo. Filmy studia Ghibli są szczególnie bliskie mojemu sercu i biorąc pod uwagę, że wychowywałem się oglądając między innymi Mojego Sąsiada Totoro, Spirited Away czy Księżniczkę Mononoke, nic dziwnego.

Wracając myślami do obrazów Hayao Miyazakiego, zawsze jestem w stanie znaleźć w sobie pozytywne emocje. Nawet, jeśli część z nich jest smutna, każdej towarzyszy wspomnienie piękna, które chciał ująć Miyazaki-san. Nie chcę odbiegać od tematu filmu, będącego głównym bohaterem tego artykułu, jednak warto zaznaczyć, że tego rodzaju wstęp to nie tylko kilka miłych, pustych słów, poświęconych doskonałemu reżyserowi, a uczciwy sposób na wyrażenie, że jego wizja artystyczna pozostała niezmienna i wierna ideałom towarzyszącym Hayao Miyazakiemu jeszcze przy zakładaniu studia Ghibli. 

Nazwa Ghibli pochodzi od arabskiego słowa qibli, które oznacza pustynny wiatr, często też jest to podawana arabska nazwa dla scirocco czyli ciepłego wiatru/powietrza napływającego do południa Europy znad Sahary. Odnosząc się do tego, Miyazaki często wspomina, że to tylko nazwa i symbol pozytywnej zmiany nurtu w animacji japońskiej, która miała polegać na produkcji wysokobudżetowych filmów, odznaczających się wysoką jednością formy z treścią i opowiadających piękne, ponadczasowe historie. Od chwili założenia studia Ghibli, Miyazaki-san poświęcił całe swoje życie na zmianę wspomnianego nurtu, tworząc jedne z najbardziej poruszających filmów, jakie widziałem i używając do tego animacji, w sposób tak naturalny jak mistrzowie kina używali żywych aktorów. 


 
Ghibli/qibli to także przydomek samolotu bojowego włoskiej produkcji - Caproni Ca.309, który był bezpośrednią inspiracją dla nadania nazwy studiu. Ca.309 operowały w czasie drugiej wojny światowej w Libii i były produkowane/projektowane w fabryce samolotów Gianno Caproniego, jednego z wielkich autorytetów Miyazakiego. Widzicie, sam ojciec Hayao Miyazakiego był dyrektorem fabryki Miyazaki Airplane, która produkowała układy sterownicze do legendarnych japońskich myśliwców Mitsubishi A6M, szerzej znanych jako Zero Fighters. 


Nie przypadkowo Miyazaki wybrał Kaze Tachinu na film kończący jego karierę, jako animatora i reżysera. To opowieść, ze wszystkich przedstawionych przez Studio Ghibli, prawdopodobnie najbliższa sercu japońskiego reżysera, zawierająca pełno wątków autobiograficznych i w pewien sposób rozliczająca się z historią zarówno rodziny Miyazakiego, jak i Japonii.



Kaze Tachinu opowiada o życiu chłopca, który od dziecka marzył, aby latać. Ten chłopiec to Jiro Horikoshi, postać historyczna inżyniera pracującego przy projektowaniu japońskich samolotów, a przede wszystkim znanego z tego, że zaprojektował własnoręcznie myśliwiec Zero. Film jest obrazem biograficznym, przybliżającym życie Jiro od dziecka, kiedy jako młody chłopiec dowiaduje się, że nigdy nie będzie pilotował samolotu ze względu na krótkowzorczność, przez młodość, pokazując okres, w którym pilnie uczy się, aby później móc projektować samoloty, aż po karierę wiodącą do momentu stworzenia myśliwca Zero. 

Głównym tematem poruszanym przez film jest ewolucja charakteru głównego bohatera, postępująca w miarę dorastania i realizację największego marzenia, aby pracować przy samolotach. Wraz z Jiro zmienia się Japonia, będąc w swoim najbardziej burzliwym okresie przemian industrialnych (na początku XX wieku japoński przemysł był wyraźnie za innymi, szczególnie zachodnimi - w filmie widzimy jakie kłopoty sprawia inżynierom dokładne opanowanie budowania samolotów korzystając przede wszystkim ze stalowych komponentów). Od wielkiego kryzysu, przez burzliwe przemiany, aż po wstąpienie na drogę wojennej gospodarki - kraj Jiro zmienia się, jednak jego marzenia pozostają takie same: tworzyć samoloty. Na początku, nasz bohater marzy o tym, aby przewozić ludzi w najwspanialszych statkach powietrznych, jakie ktokolwiek zdołał zaprojektować. W swoich marzeniach spotyka się z samym Gianno Capronim, który jest personifikacją aspiracji lotniczych Jiro; wspólnie z Capronim, Jiro marzy o wielkiej przyszłości japońskiego lotnictwa. 



Niestety zmiany zachodzące w kraju coraz wyraźniej pokazują, że Jiro nie będzie projektował samolotów pasażerskich - Japonia zmierza w stronę wojny, a zapotrzebowanie na konstrukcję narodowego modelu myśliwca jest większe niż kiedykolwiek. W związku z tym Jiro przystępuje do projektowania Zero, studiując przy tym osiągnięcia niemieckich inżynierów powstającej III Rzeszy. W miarę pracy, jasnym staje się fakt, że marzenia o lotnictwie cywilnym były tylko mrzonką, a ręce Horikoshiego mają tworzyć maszyny do zabijania. To największy konflikt toczący się wewnątrz Jiro - całe swoje życie marzył o tworzeniu samolotów i kiedy wreszcie ma możliwość to spełnić, mają to być maszyny odbierające innym życie. Pomimo, że nienawidzi swojej pracy kończy myśliwiec, ze względu na siły, który poświęcił na realizację swoich marzeń oraz uwarunkowania kulturowe, sięgające dużo głębiej niż prosta lojalność wobec kraju i pracodawcy. 



Jeśli myślicie, że to opowieść tylko i wyłącznie o projektowaniu maszyn - mylicie się. Hayao Miyazaki, jak zwykle, budując obraz życia Jiro nakreślił bardzo wyraźnie wiele postaci i relacji w jego historii, odnosząc się przy tym czasem do własnych przeżyć. Bardzo ważnym elementem historii Horikoshiego jest jego relacja z ukochaną Naoko, jedną z niewielu mu bliskich osób. Ich spotkanie ma miejsce podczas wielkiego pożaru Tokio w 1923, kiedy Jiro pomaga Naoko dotrzeć do domu. Później spotyka Naoko dopiero, gdy jako młody projektant samolotów trafia na wczasy do sanatorium w Karuizawie. To tu rozpoznaje dziewczynę, której pomógł podczas pożaru i zakochuje się w niej. To tu odkrywa też , że Naoko jest chora na gruźlicę i obiecują sobie, że wezmą ślub, kiedy tylko stan dziewczyny się polepszy. Poprawa niestety nie nadchodzi, a w obliczu pogarszającego się zdrowia Naoko, para bierze ślub i spędza ze sobą każdą możliwą chwilę. Po pewnym czasie ukochana Jiro umiera, a on sam koncentruje się na jednej rzeczy jaka mu pozostała w życiu - projektowaniu samolotów.

Dla mnie jest to bezsprzecznie jeden z najważniejszych aspektów filmu, ponieważ to właśnie Naoko jest obecna w jednej z ostatnich chwil obrazu, ukazując się Jiro i mówiąc mu, że musi spróbować żyć dalej, dzięki zaufaniu i miłości, które od niej otrzymał. Właśnie ten moment został przez Hayao Miyazakiego - w pierwszej wersji scenariusza Naoko mówi "Chodź do mnie" sugerując Jiro, że spotkają się po śmierci. Miyazaki-san jednak uznał to za zbyt smutne zakończenie opowieści i chcąc trzymać swojego kanonu twórczego, zmienił je, tak aby było dokładnym powtórzeniem cytatu z wiersza Paula Valery'ego. 


Hayao Miyazaki po premierze Kaze Tachinu był dotkliwie atakowany: zarzucano mu krytykę Japonii i propagowanie krytycznego obrazu kraju. Nic dziwnego - okres i tematyka, której dotyka Kaze Tachinu to bardzo tragiczne elementy japońskich dziejów, a Miyazaki nie waha się opowiedzieć swojej historii, pokazując przy tym zmagania kraju walczącego z kryzysem oraz próbującego dokonać niezbędnych przemian industrialnych,  zmierzającego jednocześnie prosto  do przyłączenia się do Drugiej Wojny Światowej. 






Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.    

czwartek, 10 września 2015

The Beast that Shouted "I" at the Heart of the World – Neon Genesis Evangelion


The Beast that Shouted "I" at the Heart of the World – Neon Genesis Evangelion








W 2015 roku, w zrujnowanym po Drugim Uderzeniu Tokyo-03 pojawia się Shinji Ikari, wyjątkowo zagubione dziecko, które przybywa do stolicy Japonii, aby spotkać swojego ojca.


Anxiety


Przedstawienie roku 2015 w anime pod tytułem Neon Genesis Evangelion znacznie się różni od rzeczywistości, w której żyjemy. Zacznijmy od wprowadzenia do historii serii, jednak proszę wziąć pod uwagę, że mimo tego fabuła i metafory zawarte w Evangelionie mogą być wyjątkowo niejasne dla osób, które nawet kilkukrotnie obejrzały anime oraz filmy. Po pierwsze - jednym z najważniejszych wydarzeń dla uniwersum Evangeliona jest Drugie Uderzenie, kataklizm mający miejsce w 2000 roku, który powoduje zmianę klimatu ziemi i podniesie wód oceanów (znaczna część Tokio w efekcie znajduje się pod wodą) i zwiastujący nadejście Aniołów – obcej rasy, która prawdopodobnie ma te same korzenie, co ludzie, jednak przybywa, aby zniszczyć ludzkość i doprowadzić do Trzeciego Uderzenia, kolejnej katastrofy, będącej nawiązaniem do biblijnej apokalipsy. Neon Genesis Evangelion jest bowiem oparty w znacznej części na motywach z religii chrześcijańskiej, pomieszanych sprytnie z science-fiction i wątkami filozoficznymi (między innymi widać inspirację twórczością Nietzschego), w efekcie czego otrzymujemy tak skomplikowany obraz, że trudno o jednoznaczną analizę materiału, a jedyne co nam pozostaje to domysły i próby zrozumienia tego, co autor Evangeliona, Hideaki Anno, postanowił nam przekazać. Całość serii skupia się na walce ze wspomnianymi aniołami, jednak kiedy weźmiemy pod uwagę treść, odniesienia religijne i filozoficzne, a także sposób przedstawienia relacji między postaciami, otrzymamy bardzo rozbudowane, niesamowicie dopracowane i unikalne dzieło. To właśnie najprostsza charakteryzacja Evangeliona jaką jestem w stanie przedstawić, a ambicję twórców oraz przekaz tego obrazu mogę jedynie porównać do doskonałości Odysei Kosmicznej 2001 Stanleya Kubricka.

She said, “Don’t make other suffer for your personal hatred.”


Głównym bohaterem anime jest Shinji Ikari, czternastoletni chłopiec, który zostaje postawiony przed koniecznością pilotowania gigantycznych mechów, tytułowych Evangelionów, w celu obrony pozostałej garstki ludzkości przed Aniołami. Nadejście Aniołów jest związane z Drugim Uderzeniem oraz zostało przepowiedziane przez Zwoje z Morza Martwego, odnalezione na krótko przed rokiem 2000. W celu obrony powstaje organizacja Nerv, prowadzona przez ojca Shinjiego, Gendo Ikariego, która jest swego rodzaju grupą paramilitarną, posługującą się Evangelionami (lub Evami), bionicznymi robotami do których prowadzenia jest wymagany człowiek z nimi powiązany. Między Evą a pilotem powstaje więź podobna do więzi matki z dzieckiem, pilot może ją kontrolować, jednak sama Eva jest zdolna do autonomicznego działania, szczególnie, kiedy prowadzący nie może powstrzymać emocji, a sama maszyna wpada w szał. Evy są zbudowane na podobieństwo człowieka – to najpotężniejszy wytwór ludzkiej cywilizacji, będący próbą naśladowania dzieła samego Boga, ponieważ, jest jasno powiedziane, że Evangeliony są po części żywymi istotami odczuwającymi ból, gniew czy rozpacz.

Knockin’ on Heavens Door


W tym wszystkim Shinji, jako główna postać zaskakuje swoją postawą, dlatego, że nie zachowuje się tak, jak przystało na wybrańca do ratowania świata – jest zwykłym rozżalonym chłopcem, który w wieku 14 lat przeżywa to, co jego rówieśnicy i nie ma ochoty na walkę z mitycznymi gigantami, jakimi są Anioły. Jedyne co czuje w obliczu tego nierealnego konfliktu to strach oraz nienawiść do samego siebie za własne tchórzostwo. W najcięższych momentach pomagają Shinjiemu ludzie dookoła niego, ci, którzy mają z nim pracować i opiekować się nim. Shinji bowiem nie jest jedynym pilotem Evangelionów, oprócz niego w NERV służy również tajemnicza Rei, a później pojawia się bezczelna i ekstrawertyczna Asuka. Ponadto, młodym Ikarim opiekuje się jego przełożona Misato Katsuragi, u której chłopak (a także później Asuka) pomieszkuje. Fabuła anime, oprócz bardzo dużego nacisku położonego na rozwój i przedstawienie postaci, oraz relacji między nimi, w obliczu postapokaliptycznej rzeczywistości, skupia się na walce z Aniołami, próbie zapobiegnięcia Trzeciemu Uderzeniu, a także prawdziwym celom przyświecającym ojcu Shinjiego, Gendo oraz organizacji SEELE, która niejako z ukrycia kieruje poczynaniami zarówno NERVu, jak i całego rządu japońskiego. 

An Unfamiliar Ceiling
 

Chciałbym się skupić na jednej z najważniejszych scen Evangeliona, sekwencji z dwudziestego szóstego epizodu anime, przedstawionej jako introspekcja Shinjiego Ikariego. Scena ta pokazuje wewnętrzny dialog bohatera na temat jego miejsca w świecie i własnej tożsamości, bardzo ważnych tematów, które podejmuje Neon Genesis Evangelion. Na początku widzimy człowieka (Shinjiego) pozostawionego samemu sobie w pustej, niczym nie ograniczonej przestrzeni. Jest sam, nie wie co ma robić, a to powoduje w nim lęk, poczucie dyskomfortu. A więc pojawia się ziemia symbolizująca świat, pokazująca, że otoczenie pomaga nam się odnaleźć, ale równocześnie nakłada ograniczenia na nasz byt – sprowadza nas do ograniczonego układu. Zatem tracimy wolność na rzecz komfortu, ale bez niego nie bylibyśmy w stanie działać, czyli poniekąd utrata wolności jest naszym pierwszym narzuconym wyborem, dla naszego własnego dobra. W ograniczonym układzie, jakim jest świat w którym funkcjonujemy możemy poruszać się – dzięki naszej wolnej woli jesteśmy w stanie pójść i zrobić cokolwiek chcemy, jednak tylko w obrębie otoczenia, w którym funkcjonujemy. 



Każda zmiana, narzucana nam przez świat, poza stworzeniem układu odniesienia, powoduje również nasz dyskomfort, ale tym razem bierze się on z faktu, że nie jesteśmy w stanie kontrolować zmian ze względu na dualne postrzeganie rzeczywistości – z naszego punktu widzenia świat istnieje w nas, ale jednocześnie to my istniejemy i funkcjonujemy w świecie, co powoduje naszą nieskończoną konfrontację z samym sobą, tak samo jak konfrontujemy się z otoczeniem. Zmiana w nas płynie albo z zewnątrz, przez konieczność dostosowania się, albo z wewnątrz, z naszych własnych myśli i decyzji podjętych na podstawie informacji, które dostarcza nam świat zewnętrzny. Ponieważ wszystko, co nas otacza, a w szczególności ludzie, służy do tego, abyśmy byli w stanie określić własne ja – wyobrazić sobie samego siebie jako człowieka funkcjonującego w kontekście większej jedności. Ale skoro to wszystko to tylko obrazy w naszej głowie, to może otoczenie zewnętrzne jest równe naszemu ja: do istnienia potrzebujemy innych, żeby być w stanie przejrzeć się w ich oczach i ocenić czy życie jest subiektywnym doświadczeniem, które równie dobrze może być ciągiem naszych myśli, czy może bierzemy udział w życiu, jako dużo większej jedności i jesteśmy tylko częścią całości. Bez innych nie byłoby ja, co jest w zasadzie konkluzją całego przesłania Evangeliona. 


 I need a reason to exist


Ma to ogromne znaczenie w kontekście charakteru i poczynań Shinjiego – główny bohater często postępuje samolubnie, jest przerażony oraz uwielbia uciekać, odcinać się od innych, podczas gdy, zdaje się, że cała ludzkość potrzebuje tylko jego. Jest to pokazane w piękny sposób za pomocą relacji z jedną z głównych bohaterek, Rei. Jest ona zupełnym przeciwieństwem Shinjiego; nie boi się, jest w zasadzie cały czas samotna, co wynika z jej sytuacji, a ponadto wydaje się dużo doroślejsza od młodego Ikariego. Spotkania między dwójką zazwyczaj przebiegają w bardzo nieprzewidywalne sposoby, ze względu na to, jak bardzo się różnią, jednak ich relacja definiuje w dużej części całego Evangeliona. Pomimo tego, że Rei jest pokazana jako bardzo małomówna i zdystansowana osoba, jedynym człowiekiem na świecie, który potrafi wyprowadzić ją z równowagi jest Shinji, jednak tylko on stara się zrozumieć i towarzyszyć Rei, pomimo bycia przez nią odrzucanym. Gdyby ująć postać Rei z perspektywy całej serii, to jest to jedyna osoba z którą Shinji jest blisko z własnego wyboru i bardzo wyraźnie widać, że ją kocha (pamiętna sekwencja ratowania Rei, kiedy młody Ikari decyduje się na walkę tylko ze względu na jej życie). Jednak z jej strony ta relacja wygląda inaczej; Rei jest bardzo samotna, a jedyna rzecz, która nadaje celu jej życiu to prowadzenie Evangeliona oraz służenie ojcu Shinjiego, Gendo. Sam Shinji nienawidzi swojego ojca, ma problemy z tym, że jest zmuszany do pilotażu Evangelionów – jasno określa, że tego nie chce, nawet jeśli ma ocalić ludzkość i czuje się po prostu wykorzystywany. Świetną ilustracją tego jest scena, w której Rei policzkuje Shinjiego za tchórzostwo wypominając mu, że jest synem Gendo i sugerując tym samym, że w obliczu poświęcenia jego ojca (oraz jej) w walce z Aniołami, zachowuje się jak nieodpowiedzialne, rozkapryszone dziecko. 



A human work


Wyjątkowo ważnym elementem Neon Genesis Evangelion są relacje między dzieckiem, a matką. Podsumowaniem sceny introspektywnej, którą wcześniej opisywałem, jest wniosek płynący od samego Shinjiego i jego konfrontacji z poglądami na temat otaczającej go rzeczywistości: określamy swoje ja przez kontakt i obserwację innych – pierwszym człowiekiem, którego spotkamy na drodze naszego życia jest, zaraz po urodzeniu, matka. To ona jest symbolem innych ludzi, to dotyk matki ma za zadanie uświadomić nam, że nie jesteśmy sami, a także że jesteśmy na zawsze ograniczeni i zamknięci w obrębie własnego ciała, a jedyne co pozwala nam określić jego granice to kontakt z innym człowiekiem. Osoby mające styczność z psychoanalizą i twórczością Freuda wiedzą, że są to podstawy Freudowskiej teorii mówiącej o genezie i zachowaniu własnego ja w obliczu funkcjonowania w świecie złożonym z innych ludzi. Nasze problemy, kompleksy i ból biorą się często z zaburzeń postrzegania samego siebie przez dysfunkcjonalnych kontaktów z innymi, a próby poradzenia sobie często wiążą się z wyborem ucieczki, która tylko pogarsza nasz stan, zostawiając nas samych bez możliwości racjonalnej oceny swojego zachowania. 


Hedgehog’s Dilemma 


Dzieło Hideakiego Anno jest nieprzebranym źródłem do rozważań o tożsamości, relacjach z innymi ludźmi, motywach religijnych i filozoficznych, a także o takich dziedzinach jak psychoanaliza. Wobec ogromu przekazu oraz dzięki niesamowicie poważnemu podejściu do tematu, Neon Genesis Evangelion pozostaje w mojej ocenie jednym z najlepszych wytworów kultury japońskiej animacji; z pewnością takim, z którym każdy, kto chociaż odrobinę interesuje się i darzy sympatią anime powinien się zapoznać. Ponieważ warto czasem pomyśleć oraz przekonać się jak serial robiący wrażenie kolejnej mech-dramy osiągnął więcej niż wiele bardziej ambitnych obrazów, a ostatecznie najlepiej się sprawdza jako psychologiczno-filozoficzna przypowieść o przeznaczeniu i bólu istnienia człowieka w życiu, w którym uczestniczymy wszyscy w taki sam sposób, czasem odrzucając wszystko, aby określić własną tożsamość, nawet w obliczu całkowitej zagłady.

Tytuły akapitów zostały zaczerpnięte z nazw poszczególnych odcinków. Temat Rebuild of Evangelion postaram się poruszyć niebawem. Jestem świadomy, że tytuł artykułu można czytać w oryginale też jako: Beast Who Shouted "Love" at the Heart of the World, ze względu na to, że słowa te są w japońskim homonimami, co jest celowym zabiegiem Hideakiego Anno. Pomyślcie o tym. Dziękuję za uwagę.








Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.   

czwartek, 20 sierpnia 2015

Duch uwięziony w maszynie – Ghost In the Shell


Duch uwięziony w maszynie – Ghost In the Shell

 


Ghost In the Shell to anime na podstawie mangi autorstwa Masamune Shirow. To też jedno z najbardziej wpływowych dzieł Sci-Fi lat 90, moim zdaniem dorównujące jakością i spójnością wizji legendarnemu Blade Runnerowi. Często autorzy artykułów o GITS skupiają się na konkretnej formie, opisując tylko filmy lub poszczególne seriale. Cóż, przerwa w grze za to, nie poświęci dla prostoty publikacji szczegółowego opisania całego uniwersum, dlatego, że warto zapoznać się ze wszystkimi formami adaptacji. Pomimo różnorodności jaką promują konkretne podejścia do tematu Ghost In the Shell, całość moim zdaniem doskonale oddaje charakter wizji jaka przyświecała Masamune Shirow, gdy tworzył jeden z filarów nowoczesnego cyberpunku. 



/Władca Marionetek


Pierwszy film o tytule po prostu Ghost In The Shell pojawił się w roku 1995, w reżyserii Mamoru Oshiiego.  Głównymi bohaterami jest para policjantów; major Motoko Kusanagi oraz Batou. Jak się dowiadujemy, oboje należą do sekcji 9, specjalnej jednostki policyjnej do walki z terroryzmem cyfrowym, w której służą (z jednym wyjątkiem) tylko cyborgi. Ludzkość osiągnęła poziom rozwoju technologicznego na którym, jest w stanie zgrać ludzką duszę na zewnętrzną pamięć, a także tworzyć i wymieniać cybernetyczne ciała noszące wspomnianą duszę. Możliwa jest też modyfikacja, zarówno cybernetycznych jak i ludzkich ciał, za pomocą wszczepów oraz części mechanicznych dających niemal nieograniczone możliwości.  Sieć oraz łączność międzyludzka również się rozwinęła, tworząc niemal osobną rzeczywistość, w której coraz częściej przebywają ludzie. Dzięki dostępowi do sieci rozwinął się również tak zwany Ghost Hacking, umożliwiający włamanie do duszy zamkniętej w maszynie lub ciele podłączonym do sieci, zawierającym neuro-implanty.  Jest to mniej więcej idealny kanon Ghost In the Shell, stanowiący podstawę do opowiadania historii w tym uniwersum.




Podczas śledztwa, które przedstawia pierwszy film, major Kusanagi wraz z sekcją dziewiątą trafia na cyberterrorystę działającego tylko i wyłącznie w sieci. Terrorysta ów, wykrada wyjątkowo cenne dane i staje się niewygodny dla wysoko postawionych urzędników. Kiedy w końcu sekcja dziewiąta go namierza trafia na pracownika zakładu oczyszczania miasta, którego duch został zhakowany. Dalej śledztwo robi się tylko dziwniejsze, ponieważ zaczynają się pojawiać incydenty samoistnych złożeń pełnych robotów w fabrykach syntetycznych ciał, które schwytane wykazują obecność duszy (choć dusza jest wytworem tylko i wyłącznie ludzkim, czymś czego maszyna nie może samoistnie osiągnąć). Okazuje się, że poszukiwany terrorysta o pseudonimie Władca Marionetek to właśnie ta dusza, która choć nie pochodzi od człowieka, osiągnęła samoświadomość. Początkowo była programem służącym do szpiegowania i hakowania dusz wysoko postawionych osób, zbudowanym przez inną sekcję rządowej policji, jednak w momencie połączenia z siecią stała się świadoma i uciekła. Incydenty przedstawiane jako terroryzm to jedynie próba przyciągnięcia uwagi opinii publicznej i samej Motoko Kusanagi, która jest uznawana przez wielu za najlepszą ghost-hakerkę wszechczasów. Po długiej ucieczce i pojedynku z siłami rządowymi, chcącymi ukryć wykorzystywanie ghost-hackingu, dochodzi do fuzji dusz Motoko i Władcy Marionetek. 


 
Jedną z najlepszych recenzji dla pierwszego Ghost In The Shell jest opinia (jeszcze wówczas) braci Wachowskich, którymi GITS wstrząsnęło tak bardzo, że otwarcie wymieniają je jako inspirację dla Matrixa. Nie tylko fabularną zresztą (choć na pierwszy rzut oka trudno dostrzec podobieństwo, polecam się zastanowić co mogło dziać się na ziemi przed sytuacją pokazaną w filmie), ale również wizualną dla kilku kluczowych scen filmu, które później stały się kanonem kina akcji. W mojej opinii Ghost In The Shell jest dużo lepsze od dzieła Wachowskich, głównie pod względem spójności reżyserii, dialogów, dynamiki i oprawy artystycznej. A oprawa w GITS powala do dziś, zachwycając niesamowitymi scenami w deszczu i hipnotyzując genialną ścieżką dźwiękową. Do tej pory film Ghost In the Shell jest dla mnie wzorem, jeśli chodzi o animację i tła w anime, a pisze te słowa człowiek bardzo dobrze znający całą twórczość studia Ghibli. 



 /Niewinność?


Drugi film Ghost In the Shell nosi nazwę Innocence i opowiada historię kolejnego śledztwa, tym razem Batou oraz Togusy, jedynego policjanta w sekcji, który jest w pełni człowiekiem. Tym razem podążają tropem handlarza dusz, który umieszcza je w androidach służących jako zabawki seksualne. Problem zaczyna w momencie kiedy androidy zaczynają zabijać, a atmosfera zagęszcza się z każdą chwilą, ponieważ dotarcie do źródła dusz odkrywa szokującą prawdę: zbrodnie to tylko wołanie o pomoc, a za całą sprawą stoją dużo potężniejsze siły niż spodziewa się para prowadząca śledztwo. O ile fabuła drugiej części jest bardzo istotna, tak często pozostaje niezrozumiała przez swoją oszczędność i skomplikowane metafory. Film podejmuje trudne dla Sci-Fi tematy poruszając wątki handlu ludźmi oraz utraty człowieczeństwa w maszynach, których dusze ledwo pamiętają obecność w ludzkim ciele. Manifestuje się to między innymi w pragnieniu obcowania Batou z żywym psem, który jest abstrakcyjnie drogi, pomimo tego, że jest jedynie klonem prawdziwego zwierzęcia. 




Innocence jako jeden z niewielu filmów animowanych zostało pokazane na festiwalu filmowym w Cannes, wzbudzając podziw oprawą graficzną. Do animacji, zostało użyte po raz pierwszy w serii CGI, które mieszając się z tradycyjną animacją ręczną dało niesamowity efekt. Za to również odpowiadała dyrekcja artystyczna, która tradycyjny obraz cyberpunku skontrastowała bogatymi i kolorowymi scenami tradycyjnych obchodów świąt oraz wnętrzami świątynnymi. Choć fabuła drugiej części Ghost In the Shell nawiązuje miejscami do Blade Runnera, to da się dostrzec wpływ filozofii zen, a także rozważań nad ludzką moralnością w obliczu rewolucji technologicznej. Film jest bardzo atrakcyjny wizualnie, jednak pokazuje zupełnie inne podejście do tematu, które może zdziwić fanów pierwszego GITS. Mimo to polecam, ponieważ jest naprawdę dobry i porusza inne tematy niż pierwsza część, wstępując często na ścieżkę filozoficznego rozważania nad sensem człowieczeństwa w czasach, gdy trudno odróżnić lalkę od istoty ludzkiej.


/Kompleks


Na podstawie Ghost In the Shell powstało pełne anime o podtytule Stand Alone Complex, składające z dwóch serii. Producentem serialu jest zasłużone studio Production  I.G, które produkowało oba poprzednie filmy wraz z Mamoru Oshiim. Obie serie chronologicznie znajdują się przed filmami. W pierwszej z nich świeżo uformowana sekcja 9 tropi cyber-terrorystę o pseudonimie The Laughing Man, który odpowiada za publiczne hakowanie duchów, w połączeniu z hakingiem wizji wszystkich świadków i kamer towarzyszących zdarzeniom.  Dzięki temu przykrywa wizerunki ofiar charakterystycznym logo z uśmiechniętą twarzą. Ostatecznie okazuje się, że haker ten próbuje ujawnić wewnętrzną politykę przedsiębiorstw medycznych, które żeby zarobić na częściach do ciał ukrywają lek na chorobę powodującą degenerację duszy. The Laughing Man, poprzez swój pomysł staje się fenomenem kulturowym , tworząc naśladowców, co utrudnia jego złapanie. Samoistne działania naśladowców są zrzucane na karb wirusa, którego Laughing Man używa do ghost-hackingu, jednak ostatecznie okazuje się, że to właśnie tytułowe zjawisko indywidualnego kompleksu spowodowało, że ludzie podjęli podobne działania jak on. Sekcja dziewiąta przez swoje śledztwo zostaje niemal zniszczona, jednak poszczególnym członkom zespołu udaje się przeżyć. 

Drugi sezon serialu o podtytule 2nd GIG traktuje o grupie terrorystycznej The Individual Eleven, która próbuje przejąć władzę za pomocą aktów terroru. Cała sytuacja wewnętrzna Japonii jest w dodatku na granicy erupcji w związku z napływającymi tysiącami imigrantów z całej Azji. Przy wybrzeżu Tokio zostaje stworzona enklawa imigrantów, Dejima, w której działa przywódca Individual Eleven, Kuze. Po raz kolejny sprawdza się tu idea samoistnego kompleksu, który tworzy naśladowców Individual Eleven i doprowadza Japonię na skraj wojny domowej. W tym wszystkim sekcja dziewięć ma za zadanie obronić Premiera kraju i nie dopuścić do eskalacji konfliktu z Dejimą. Ta seria porusza dużo odważniej tematy wojny i korzeni Motoko. Jak się dowiadujemy Major została cyborgiem w bardzo młodym wieku, a jej transformacja była nagła i skończyła się szokiem cybernetycznym. Ważnym motywem w obu seriach jest uczłowieczenie maszyn i sztucznych inteligencji, reprezentowane przez obecność wątku Tachikom: inteligentnych czołgów służących w sekcji dziewiątej, które z nudów oraz dzięki interfejsowi stworzonemu przez Motoko osiągają pewien poziom samoświadomości i rozumują podobnie jak ludzie.

Oba sezony serialu możemy obejrzeć jako wersje skrócone do pojedynczych filmów. Do tego dochodzi trzeci film Stand Alone Complex pod tytułem Solid State Society, opowiadający historię indywidualnego śledztwa Togusy prowadzącego do odkrycia kolejnego spisku związanego z masowym ghost-hackingiem i porwaniami dusz, a także powrotu Motoko po zdarzeniach z drugiego sezonu. Anime Ghost In the Shell mogę śmiało polecić fanom filmów, a także każdemu kto lubi bardzo dobry cyberpunk. Serial na poziomie merytorycznym dorównuje często filmom, zaskakując przy tym rozbudowaniem wątków poszczególnych postaci. Jest również bardzo dobrze narysowany, często łącząc w efektowny sposób animację tradycyjną i cyfrową. Dzięki Stand Alone Complex możemy lepiej poznać uniwersum GITS i nacieszyć nieco jaśniejszym przedstawianiem zawiłej wersji przyszłości, dzięki temu, że w serialu poświęcono więcej miejsca na jej opisanie.




/Powstań


Trzecie i ostatnie animowane wcielenie Ghost In The Shell to najnowsza seria anime pod tytułem Arise, również tworzona przez Production I.G., jednak tym razem w formacie pięcioodcinkowym. Tu postaram się o brak spoilerów, ponieważ seria się jeszcze nie zakończyła, a brakuje tylko jednego finałowego odcinka. Arise ma być duchowym spadkobiercą Stand Alone Complex, prezentując jednak nowe, świeże podejście do designu i animacji, mogące konkurować na rynku nowoczesnego anime. Ten kierunek często zmienia znane postaci w uniwersum, powodując, że choćby sama major Motoko Kusanagi wygląda zupełnie inaczej. Na wytłumaczenie twórców muszę przyznać, że Arise ma być prequelem pokazującym, co doprowadziło do stworzenia sekcji 9 i w jaki sposób Motoko zdobyła swoje stanowisko oraz zdolności do ghost-hackingu. Nie mogę odmówić twórcom Arise odwagi w redefiniowaniu świata Ghost In The Shell wizualnie, ale jeśli weźmiemy na warsztat scenariusz, dialogi i poruszane wątki od razu poczujemy się jak w domu; merytorycznie to nadal jedna z najbardziej ambitnych wizji cyberpunku, jakie powstały. Polecam też oczywiście oryginalną mangę Ghost In the Shell, na podstawie której zostały stworzone wszystkie powyższe dzieła, przede wszystkim ze względu na genialną kreskę Masamune Shirow.







Wszystkich czytelników, którym podobał się artykuł zapraszam na naszą stronę na Facebooku: klik.

Obserwatorzy