Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ps3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ps3. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2016

That was the first time I died. – The Darkness



Gry studia Starbreeze Entertainment są specyficzne – można je lubić, albo nie, ale nie da im się odmówić pewnych osiągnięć, takich jak przełomowe Chronicles of Riddick czy pierwszej części The Darkness. To właśnie o tej ostatniej pozycji zdecydowałem się napisać, ponieważ pomimo tego, że jest jedną z najmroczniejszych gier w jakie dane było mi zagrać – uwielbiam ją i uważam za pozycję doskonałą pod wieloma względami.



There's always a little light in the darkness. – Jackie Estacado

Świetną grę można poznać po tym, jak się zaczyna. Otwarcie The Darkness to bezsprzecznie, według mnie jeden z najlepszych openingów w grach typu FPS. Całość zaczyna się od pościgu, który dynamicznie pokazuje nam perspektywę Jackiego na życie – to gość, który się nie pierdoli tylko robi co chce, nawet jeśli w tym wypadku oznacza to przebywanie w samym środku pościgu policyjnego, który kończy się tragicznie. Na skutek gwałtownego zakończenia eskapady przez miasto z shotgunem w ręce, kumple Jackiego giną, a on sam wplątuje się w intrygę, która bardzo szybko kończy się wyznaczeniem ceny za jego głowę przez rodzinę mafijną, której jest częścią.





Razem z wypadkiem w naszym bohaterze zaczyna się budzić się The Darkness, czyli pradawny, mroczny demon, który od lat panował nad wybranymi członkami rodziny Estacado, dając im niespotykane moce oraz nieśmiertelność za cenę poddania się najmroczniejszym żądzom i karmienia demona ludzkimi sercami. Fabuła gry dość blisko śledzi historię komiksu, na który opiera się The Darkness, jednak robi to we własnym stylu.

Powoli Jackie poddaje się demonowi, nie wiedząc jeszcze, co nastąpi niebawem w jego życiu. Ostatnie chwile po wypadku, zanim rozpętuje się piekło, młody Estacado spędza ze z bliskimi oraz odwiedzając swoją dziewczynę, z którą razem wychowywali się w sierocińcu. Moment, w którym w skórze Jackiego odwiedzamy Jenny jest jednym z najmocniejszych przeżyć, jakie są w stanie zaoferować gry i zostało o nim napisane już wystarczająco dużo artykułów, więc postaram się krótko to opisać, odchodząc na chwilę od szczegółów historii gry. 

Remember, a powerful enemy now festers within you. - Ukrzyżowany

Scena, w której Jackie odwiedza Jenny opiera się na prostym i krótkim skrypcie. Jackie wchodzi do domu, dostaje prezent na swoje 21 urodziny oraz ma możliwość zostać albo wyjść. Większość graczy wychodzi po minucie, jednak ci najbardziej cierpliwi zobaczą, co jest w stanie zrobić dla narracji i przywiązania do postaci gra. Otóż zostając mamy możliwość położenia się z Jenny na kanapie, i zwyczajnie pooglądać telewizję. W wielu miejscach świata The Darkness znajdziemy w pełni funkcjonalne telewizory, w których możemy zobaczyć klipy muzyczne, reklamy, a nawet kilka całych filmów. Kładąc się i przytulając do Jenny mamy możliwość zobaczenia całego film – domyślnie jest to Zabić Drozda z Gregorym Peckiem. Dygresje na temat metaforycznego znaczenia tego obrazu dla historii The Darkness to temat na osobny artykuł, pozwolę sobie jednak przytoczyć cytat na temat tej sekwencji z magazynu MaximumPC, piszącego o tej grze: The most authentic instance of romance ever conveyed in a videogame. Kropka.

Od tego momentu, życie Jackiego zamienia się w ciąg bardzo trudnych dla niego decyzji, podejmowanych już, niestety, nie przez niego, a przez demona w nim drzemiącego. Dzięki temu, wujkowi młodego Estacado udaje się złapać naszego bohatera i jego wybrankę w zasadzkę, a potem odebrać jej życie, podczas gdy Jackie zostaje powstrzymany przed ratowaniem jej przez tytułową Ciemność. Chwilę później Jackie odbiera sobie życie, ale ku swojemu zdziwieniu w objęciach The Darkness nie umiera, a trafia do swego rodzaju piekła, w którym spotyka swoich przodków i zostaje zmuszony do skonfrontowanie się z tym, co się stało. Po ciężkich przejściach młody Estacado powraca do świata żywych i pozostaje mu już tylko jedno – odwdzięczyć się jak najlepiej ludziom, którzy próbowali go zabić oraz odebrali mu jedną z najcenniejszych relacji w życiu. Prawdziwy problem polega na tym, że musi przejąć kontrolę nad Ciemnością, a jest to tym trudniejsze, że wraz z kolejnymi złymi czynami, karmi swojego demona. 


Through you I am born. – The Darkness

Gra, od perspektywy rozgrywki jest prawie doskonała, oferując graczom niesamowicie mroczne, immersyjne przeżycie i świetnie pokazując co potrafi zrobić pierwszoosobowa narracja.

Oglądając kolejne przeżycia Jackiego, gracz nigdy nie wychodzi z perspektywy jego oczu, podobnie jak ma to miejsce w Half-Life. Perspektywie towarzyszy bardzo dobrze zrobiony schemat poruszania się i między innymi, jeden z pierwszych automatycznych (i działających!) systemów osłon w ujęciu pierwszoosobowym. Oprawa graficzna jest doskonała, głównie opierając się na przemyślanej dyrekcji artystycznej oraz sugestywnym wykorzystaniu filtrów graficznych i gry światłem. Otóż, paradoksalnie, Ciemność ma jedną słabość, a jest nią światło – w momencie, gdy Jackie stoi w jasno oświetlonym pomieszczeniu jest już tylko zwykłym człowiekiem. Jeśli natomiast panuje ciemność, ma wręcz nieludzkie moce i możliwość przyzywania służących Ciemności pomniejszych demonów (Darklings), które pomagają mu w różne sposoby. Gra miejscami angażuje specyficzne rodzaje pomocników i mocy Jackiego, tak żeby nie opierać się tylko i wyłącznie na zabijaniu, a przy silnym nacisku na fabułę, w połączeniu ze wspomnianymi mechanizmami stanowi unikalną propozycję, jeśli chodzi o FPSy.



Największe problemy, jakimi jest nękany ten tytuł wynikają z niemożliwości opanowania do końca przez Starbreeze technologii towarzyszącej startowi siódmej generacji konsol – ma problemy z płynnością; zdarzają się błędy i miejscami silnik nie radzi sobie z fizyką. Jeśli jednak damy radę przymknąć na to oko i lubimy mroczne klimaty – czeka nas niezapomniane doświadczenia oraz jedna z najlepszych historii, jakie kiedykolwiek pokazała gra. Warto też wspomnieć fenomenalny głos Mike’a Pattona wcielającego się w The Darkness – ciarki na plecach gwarantowane. Polecam zagrać.

Źródła obrazów: IGN







Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.  
 

czwartek, 13 sierpnia 2015

The splitscreen experience – dlaczego razem gra się lepiej



The splitscreen experience – dlaczego razem  gra się lepiej




Multiplayer w grach to temat tak obszerny, że trudno go objąć jedną, kilkoma lub kilkudziesięcioma artykułami. Niedawno napisałem felieton o śmierci trybu splitscreen i jej powodach, jednak wyrażał on raczej moje opinie, niż opisywał doświadczenie wspólnej gry. Przed państwem krótki przewodnik po najlepszych moim zdaniem tytułach, w które można zagrać siedząc przed jednym ekranem.

Kill or be killed


W niniejszej publikacji postaram się objąć głównie dwie poprzednie generacje konsol i poszczególne tytuły na PC. Wcześniej jednak chciałbym pokrótce przybliżyć fenomen wspólnej rozgrywki. W grach zazwyczaj mamy możliwość uczestniczenia w pewnym doświadczeniu współpracując lub współzawodnicząc. O ile drugi rodzaj rozgrywki jest dość oczywisty i często ograniczony gatunkowo, tak pierwszy często zależy od konkretnej gry i mechanizmów nią rządzących. Niektóre gry są pisane specjalnie z myślą o kooperacji, oraz posiadają scenariusze przygotowane dla wielu graczy uczestniczących w rozgrywce. Często dużo ciekawszym doświadczeniem, niż współzawodnictwo jest właśnie stawienie grze czoła razem, co eliminuje często negatywne emocje towarzyszące przegrywaniu i angażuje lepszego gracza w pomoc i interakcję ze słabszym graczem. Niektóre tytuły mają w tym celu nawet specjalne funkcje, przystosowane do ratowania towarzyszy. Znaczenie w tym przypadku ma też rodzaj gry, dlatego, że niektóre osoby lubią strzelać, a inne eksplorować świat lub pokonywać wspólne jakieś wyzwania logiczne.


87 Bazillion guns


Sami przeciw wszystkim


Zacznę od strzelanin z możliwością gry kooperacyjnej, dlatego, że zdecydowanie przy tych grach spędziłem najwięcej czasu. Tu na pierwszym miejscu polecam serię Gears of War na Xboxa 360, a w szczególności drugą i trzecią część. Najważniejszą zaletą tej gry, jest to, że wymaga dobrej koordynacji działań – ma scenariusze przygotowane na współpracę na mniejszych obszarach i często wymaga nie tylko dobrego refleksu, ale też odrobiny taktyki. Gears of War są także wyjątkowo dobrze wyglądającą grą, nawet jak dzisiejsze standardy, ponieważ chodzą na Unreal Engine, który był pisany od podstaw przez developera Epic Games, który odpowiada za serię. Znakomitą opcją w przypadku tytułu jest możliwość indywidualnego ustawienia poziomu trudności – nowicjusze mogą grać na easy, podczas gdy towarzysz poci się na opcji hardcore. Gorąco polecam osobom posiadającym starszego Xboxa, nawet bardziej niż serię Halo, która swoją drogą też jest bardzo dobra. Halo jednak jest FPSem i wymaga nieco przyzwyczajenia do tego typu gier. Zdecydowaną zaletą serii Halo jest większa skala toczonych bitew niż w przypadku Gears of War, oraz możliwość korzystania z różnych pojazdów - od jeepów, czołgów, po myśliwce. Gdybym miał wskazać najlepsze odsłony powiedziałbym o drugiej części (jeszcze na pierwszego Xboxa i PC), trzeciej części oraz rewelacyjnym Reach. Grając w Halo należy również wziąć pod uwagę to, że jest przedstawicielem gatunku space-opera. 



Na konsolach z rodziny Sony, a szczególnie Playstation 3 postrzelać na split-screenie można w grach Insomniac: Resistance oraz mało znanym Fuse. To bardzo dobre gry, Insomniac słynie z tworzenia dobrej jakości tytułów. Resistance jest typowym FPSem, podczas gdy Fuse stara się naśladować rozgrywkę z perspektywy trzeciej osoby w stylu Gears of War. Pisząc o strzelaninach na PS3 i X360 nie mogę pominąć wyjątkowo lubianych przeze mnie tytułów do wspólnej gry: Borderlands. Każda część Borderlands posiada splitscreen, na dodatek można bez problemu zapisywać dowolną ilość postaci oraz stanów gry. A przyda się to ponieważ Borderlands jest strzelaniną pierwszoosobową z losowym systemem generowania przeciwników oraz lootu w stylu serii Diablo. Tworzy to niesamowicie uzależniającą mieszankę, głównie ze względu na to, że gry są rewelacyjne. Borderlands jest wyjątkowo ciekawym rodzajem gry, hybrydą kilku systemów i mechanizmów, która zadziałała idealnie. Jeśli miałbym wymienić zalety tych tytułów to postawiłbym na: zróżnicowanie, doskonały humor, który seria zawdzięcza autorowi HAWP, Anthonemy Burchowi, który był głównym writerem gier, a także ogromną ilość broni i dodatków, czasem zupełnie zmieniających konwencję gry (na blogu możecie znaleźć popełnioną przeze mnie recenzje dodatku do drugiej części, Tiny Tina’s Advneture). Najlepszą częścią serii jest bezwzględnie dwójka, a gra jest dostępna na PS3, X360, PC, PS4 i X1 (jako Handsome Collection).

W Rayman Legends są nawet walkirie



Wspólna przygoda


Gry przygodowe, RPG i platformówki można wrzucić do poniekąd jednej kategorii: współpracujecie ze sobą, żeby gdzieś dojść w kategorii eksploracji. Tu przede wszystkim polecam Rayman Origins i Legends, które nie dość, że ujmują ręcznie rysowaną oprawą graficzną to jeszcze są niesamowitej jakości grami. W czasach, gdy platformówki już umarły Rayman jest ostatnim T-Rexem w tej zagrodzie. Twórcy gry znakomicie znają mechanizmy rządzące gatunkiem i pokazują to na każdym kroku. Tytuł jest znakomicie zbalansowany, a poziom trudności rośnie stopniowo. Zdecydowanie lepszym wyborem jest Rayman Legends, ponieważ zawiera większość poziomów z Origins do odblokowania i ma rewelacyjne poziomy muzyczne, które są unikalnym doświadczeniem w skali gatunku. 



Zagrać w tą grę możecie również na wszystkich dużych obecnie dostępnych platformach, a do zabawy mogą dołączyć, aż trzy osoby. Świetną grą, do tego aby spróbować razem sił jest też Child of Light, RPG autorów Rayman Legends, z równie niezwykłą oprawą artystyczną (ręcznie rysowane tła i postacie, animowane z akwarel) i liryczną, ponieważ wszystkie dialogi w grze są napisane wierszem, a sama opowieść utrzymana w konwencji bajki. Jedyną wadą jest ograniczona rola drugiego gracza do pomagającej głównej bohaterce wróżki. Idealne pod kątem grania razem RPG to Diablo, ale o tym już wiedzą wszyscy gracze PeCetowi od wieków. Nie wiem czy wiedzą natomiast konsolowi, ponieważ głównie o tej wersji mówię, a sprawia ona wyjątkowo dużo przyjemności podczas wspólnych posiedzeń. Polecam oczywiście wersję z dodatkiem Diablo 3: Ultimate Evil Edition. 

W PGR4 możemy się ścigać również jednośladami



Pościgajmy się


Gry wyścigowe to wyjątkowa kategoria dla mnie ponieważ znajdują się w niej dwa tytuły, które wyjątkowo cenię pod względem współzawodnictwa. Są to: seria Project Gotham Racing oraz Burnout z Xboxa/Xboxa 360. Pierwsza z gier, Project Gotham, to pozycja, którą poleciłbym osobom szukającym idealnego środka ciężkości pomiędzy symulatorami, a wyścigami arcade’owymi. Główna zaleta to dużo malowniczych tras w wielu miastach świata, takich jak Tokio, Nowy Jork, Quebec czy Makau, ale gra też błyszczy pod względem dostępnego parku maszyn. Przy PGR spędziłem dużo godzin razem ze znajomymi uwielbiającymi gry samochodowe. Tu poleciłbym czwartą część gry, także ze względu na ścieżkę dźwiękową (między innymi wybór muzyki klasycznej, która czasem idealnie pasuje do jazdy samochodem). Chciałbym poświęcić też chociaż parę słów Burnoutowi, ponieważ jest to bez wątpienia najszybsza i najbardziej uzależniająca gra wyścigowa z jaką miałem do czynienia. 



Co najlepsze robi to nie ocierając się nawet o realizm, a wręcz zachęcając gracza do walki z całym otaczającym go ruchem drogowym. Niesamowita jak późne lata dwutysięczne grafika, a także czysty geniusz przy projektowaniu i balansowaniu sprawiają, że tylko w Burnoucie wypadki tak efektownie wyglądają. Gra stawia na nacisk na wyjątkowo agresywną walkę i nagradza za rozbijanie oraz prześladowanie innych graczy. Bez wątpienia to mój faworyt wśród wszystkich innych gier w tym artykule. Godną polecenia alternatywą dla osób grających na konsolach Sony jest seria Motorstrom, w wielu wypadkach podobna do Burnouta, jednak nie kładąca aż takiego nacisku na walkę na drodze, ale za to oferuje trasy typowo terenowe i wiele kategorii pojazdów takich jak monster trucki, ciężarówki, czy motocykle. Polecam szczególnie drugą część pod tytułem Pacific Rift, w którą możecie zagrać na PS3.

Rockband: The Beatles to pierwsza część serii wprowadzająca chórki do gry




Dobra, to albo śpiewamy, albo się lejemy


Świetnymi tytułami do wspólnej gry są pozycje typowo muzyczne. Mówię tu o serii Guitar Hero/Rock Band, autorstwa Harmonix, która obecnie również została nieco zapomniana, jednak doświadczenie wspólnej gry w tych tytułach jest unikalne (zwłaszcza dla osób wyjątkowo niemuzykalnych i nie mających zielonego pojęcia o grze na instrumentach). Polecam szczególnie te tytuły, ze względu na to, że przy odpowiednim zacięciu możemy zebrać w domu cały zespół z perkusją i gitarami basowymi włącznie. Do tego jest też możliwość śpiewania, także w chórkach. Wyjątkowo dużo czasu spędziliśmy ze znajomymi przy grze Rockband: The Beatles, ale głównie ze względu na gust muzyczny (są odsłony dopasowane pod konkretnych wykonawców) i niesamowitą oprawę graficzną, stylizowaną na teledyski Beatlesów. Rockband i Guitar Hero są dostępne na PS3/X360 i PC. Do tej obszernej listy chciałem dopisać wszelkiego rodzaju bijatyki, ale nie na zasadzie split-screenu, tylko po prostu gry przeciw sobie na jednym urządzeniu. Robić to możecie wszędzie, włącznie z salonami arcade (jeśli uda wam się taki znaleźć w Polsce, wyślijcie mi zdjęcie), a tytułów jest tak dużo, że zależy to tylko i wyłącznie od gustu. Street Fighter, Marvel vs Capcom, SoulCalibur, Tekken, Mortal Kombat czy Smash Bros. – to tylko mała próbka tego co jest dostępne na przestrzeni wielu platform. I uwierzcie mi naprawdę warto nauczyć się paru ruchów w bijatyce, aby dostrzec jej własny urok. Trust Me.


Sho-ryu-keeeeen

Ocean :)

To tylko klika przykładów z brzegu ogromnego oceanu gier. Nie sposób zagrać we wszystko, ani tego opisać – nie starczy czasu i sił. Dlatego też wybrałem kilka tytułów z każdej kategorii, które z powodu jakości i przyjemności gry zapadły mi w pamięć jako ciekawe doświadczenia. Każdy ma swoich faworytów (Burnout?), dlatego polecam każdemu zrobić własną listę i zastanowić się, czy nie lepiej grać razem. Przepraszam za długość tekstu, jednak jak już wspominałem: ocean, wiecie. Dziękuję za uwagę. 






Polecam odwiedzić naszą stronę na facebooku: klik, będziecie mieli dostęp do najnowszych artykułów, od razu jak się pojawią.

Obserwatorzy