poniedziałek, 7 września 2015

The World is Yours – Człowiek z blizną


The World is Yours – Człowiek z blizną



Scarface, gdyby wychodził dziś, miałby bardzo ciężki start. Film to remake oryginalnego obrazu o tytule Człowiek z Blizną z 1932 roku, który z kolei powstał w oparciu o powieść Armitage’a Traila inspirowaną życiem i historią Ala Capone. Na szczęście w latach osiemdziesiątych ludzie nie byli uczuleni jeszcze na słowo remake, a zmiana realiów rządzących kinem od lat trzydziestych spowodowała, że obraz okazał się wyjątkowo kontrowersyjny. Dziś - mało kto pamięta, jakim szokiem dla niektórych była nowa wersja filmu opowiadającego o Tonym Montanie.


I always tell the truth. Even when I lie.


Historię Człowieka z Blizną zna każdy, kto choć odrobinę kocha kino. A zwłaszcza kino gangsterskie. To, pod pewnymi względami, bardzo niegodziwy gatunek zamykający schematy w gotowych kliszach, których użycia spodziewa się publika za każdym razem, gdy siada do obejrzenia kolejnego filmu z tego gatunku. Jednocześnie oczekują nowości, świeżości i wniesienia czegoś nowego do skostniałej, przez wspomniane klisze, dziedziny. Widzowie oczekują, również, konkretnych postaci i motywów nimi kierujących – najlepiej, żeby główny bohater był draniem, ale takim, którego da się pokochać. Albo żeby nie był zły, ale świat go zmusza do bycia złym i na tym polega jego tragedia (to klisza dużo bardziej obszerna niż cały gatunek filmów gangsterskich, a tu udowadniam, że nawet Kubrick musiał się z nią zmierzyć). Kiedy Brian DePalma pierwszy raz pokazał Człowieka z Blizną, część widowni była oburzona. Byli tacy, którzy ze względu na język i stylistykę filmu odrzucili go kompletnie, a byli tacy, którzy nawet wychodzili z sali kinowej w środku pokazu (podczas sceny z piłą). Znana jest wypowiedź Martina Scorsese, który w trakcie pierwszego pokazu powiedział do ekipy odpowiedzialnej za film – „Jesteście świetni – ale bądźcie przygotowani na to, że Hollywood znienawidzi wasz obraz… Bo jest o nich.”. W kontekście tego stwierdzenia, chciałem tylko zaznaczyć, że Brian DePalma przy kręceniu Scarface posłużył się językiem naturalnym kina gangsterskiego, jednak czyniąc to w sposób brutalny oraz bezpośredni i starając zerwać z kliszami (lub chociaż je adekwatnie skomentować), które mogłyby tylko zepsuć odbiór jego dzieła. 


W piękny sposób działania i historia Tony’ego Montany jest wyrażeniem tej idei, zamykając film w całość i wchodząc miejscami w rolę społecznego komentarza. Tony od początku filmu zachowuje się nietypowo jak na bohatera gangsterskiej epopei: jest prostakiem, rządzi nim chęć zarobku i nie liczy się z niczym co mogłoby mu stanąć na drodze – jest gotowy na wszystko, a widz może czuć do niego odrazę. Uciekając z Kuby wraz z innymi uchodźcami trafia do Małej Havany, piekła, które musi przeżyć, żeby mieć swoją szansę na spełnienie amerykańskiego snu. Trudno określić, czy za motywacją Tony’ego stoi jego własne żądanie zysku i nikczemność, czy obraz konsumpcyjnej Ameryki końca dwudziestego wieku oraz ciężkie doświadczenia z Kuby. Do tego dochodzi chęć pomocy własnej rodzinie, jednak starcie z rodzinnymi wartościami kończy się jasną oceną działań Tony’ego, która najpierw zostaje sformułowana przez jego matkę, a potem niejako przez sam przebieg wydarzeń. 

 

Trudno lubić takiego człowieka, a tym bardziej utożsamiać się z nim w jakikolwiek sposób, ale na tym polega geniusz filmu DePalmy – Tony jest alegorią sumy wszystkich żądań i strachów przeciętnego człowieka, któremu jednak, w tym wypadku nic nie stoi na drodze, aby sięgnąć po to, czego chce. Walczy o przeżycie i pokłada nadzieję we władzy oraz pieniądzach, jednak koniec jego drogi nie różni się niczym od końca szarego człowieka – czeka tam po prostu śmierć. W tym wszystkim Montana niejednokrotnie wyraża swoją wściekłość i rozczarowanie resztą społeczeństwa: widzi w nich tchórzy, tak samo złych jak on, którzy po prostu ukrywają się i nie mają wystarczająco dużo odwagi, żeby zrobić to co chcą, a jednocześnie pokazują palcami tych, co się na to zdobywają i mówią o nich „bandyci”. Dokładnie tak samo było z podejściem do obrazu DePalmy, a dobitnie pokazuje nam to scena w restauracji, podczas której Tony dostaje jednego ze swoich napadów wściekłości widząc reakcję ludzi na jego zachowanie oraz obecność w tym miejscu. To oni potrzebują jego, aby odwrócić uwagę od siebie i jasno określić wyobrażoną granicę między dobrem, a złem, nie odnosząc się tym samym do prawdy (i kłamstwa) o ludzkim życiu. 





So say good night to the bad guy!


W całym swoim działaniu Tony nigdy nie pokazuje strachu. Co więcej, celowo robi głupie (lub odważne, zależy od punktu widzenia oczywiście) rzeczy, aby udowodnić sobie do czego jest zdolny, a czasem także po to, żeby przeżyć. Bo tak naprawdę, to nie chciwość czy zło, kierują Tonym, ale ostatecznie jest to chęć przeżycia. Niesamowitym wątkiem ilustrującym to, jest związek Montany z Elvirą, początkowo żoną jego przełożonego w organizacji do której należy, a później jego kobietą. Trudno znaleźć większą ambicję w życiu Tony’ego niż zdobycie Elviry, jednak, mimo pozorów, nie ma to wiele wspólnego z pieniędzmi i statusem. Podczas pierwszego spotkania Tony’ego z Elvirą, ta dobitnie mu tłumaczy, że jest on ostatnim człowiekiem na ziemi, z którym mogłaby mieć cokolwiek wspólnego. Pomimo tego, Tony nie wydaje się odrzucony lub zniechęcony, a jedynie jego ambicja zostaje rozbudzona. Nie można ocenić, czy to jedyny powód wyboru akurat Elviry, dlatego, że zbyt szybko sytuacja zmienia zarówno samego Tony’ego jak i jego wybrankę, a wystawny ślub, pieniądze czy w końcu góry kokainy udowadniają tylko to, że człowiek pozostanie człowiekiem i nie zmieni tego żadne z powyższych. W jedynym przypadku, gdy widzimy w Człowieku z Blizną rezygnację Tony’ego, ma to miejsce podczas jednego z jego ostatnich starć z Elvirą, podczas którego zarzuca jej bezpłodność ze względu na uzależnienie od kokainy oraz tłumaczy, że wszystko co zdobył, zdobył własną pracą, próbując nawiązać do odległego, wówczas, konceptu szczęścia czy spełnienia. To jedyny moment w którym widzimy, że szaleństwo i wściekłość Montany, to nie są jego jedyne cechy, oraz, że być może liczył w tym wszystkim na szczęśliwe zakończenie. Albo przynajmniej takie, które w efekcie dałoby życie, zamiast je odebrać.


Historia prostego bandziora z Kuby tak bardzo nie pasuje do wszystkiego co napisałem w ostatnim akapicie. Niektórzy pomyślą, że to niedorzeczne. A co ze sloganem; motywem przewodnim filmu, który robi na Tony’m takie wrażenie, że do końca towarzyszy mu w najważniejszych momentach – The World is Yours? To piękna metafora, która może być uznana za bezpośrednie nawiązanie do motywu amerykańskiego snu, choć oczywiście, można zastanowić się jakiego świata chciał Tony, a jakiego Tony’ego chciał świat. Czy to tak naprawdę robił to co chciał i realizował swój bezwzględny cel, czy dał się złapać swojemu życiu, zasiadając na szczycie zbudowanym ze złota, kokainy, paranoi oraz samotności, tylko dlatego, że ktoś tam musiał zasiąść. 






Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.   


 

piątek, 4 września 2015

Mroczna Dusza – Mitologia Dark Souls

Mroczna Dusza – Mitologia Dark Souls


To tylko początek.
Pierwsza część serii Dark Souls to dla mnie po wieloma względami gra doskonała. Tytuł From Software to dzieło kompletne, unikalne, zarówno pod kątem rozgrywki, oprawy jak i opowieści, której doświadcza grający. Dziś chciałem poświęcić chwilę mojej ulubionej historii z uniwersum stworzonego przez Hidetakę Miyazakiego. Historii, która dotknęła mnie wyjątkowo, ponieważ odnosi się do archetypów człowieczeństwa, zarówno w grach, jak i ogólnej kulturze, zahaczając miejscami nawet o średniowieczne legendy.

Fabuła Dark Souls to fenomen na skalę całej nowoczesnej narracji w grach i popkulturze. Jest prowadzona w taki sposób, że mniej uważni lub niezainteresowani nawet jej nie zauważą. Jednak Ci, których gra zafascynuje, mają możliwość przeżyć niesamowite doświadczenie, nie do porównania z czymkolwiek się do tej pory zetknęli. Na potrzeby pisania o Dark Souls, muszę scharakteryzować rodzaj narracji prowadzonej w nim, jednak postaram się zrobić to bardzo zwięźle.

Pustka czy ciemność?
Otóż w grze występuje bardzo mało przerywników i elementów opowiadających historię bezpośrednio. Jest to celowy zabieg twórców, którego korzenie tkwią w fascynacji anglojęzyczną literaturą klasyczną i średniowieczną Hidetaki Miyazakiego, jednak bardzo ograniczoną ze względu na barierę językową. Miyazaki starał się czytać w oryginale i w związku z tym rozumiał tylko fragmenty, które był w stanie przetłumaczyć, a reszta stanowiła dla niego zagadkę. Przez to dopowiadał sobie sam pozostałe fragmenty opowieści, w wyobraźni uzupełniając uwielbiane przez siebie dzieła. W ten sam sposób jest prowadzona narracja jego gry – grający otrzymuje tylko fragmenty historii o świecie go otaczającym, a żeby znaleźć ich więcej musi poszukiwać, interpretować, tłumaczyć, a czasami samemu sobie dopowiadać resztę historii na podstawie okruchów informacji przez siebie zebranych. Dzięki temu tylko najbardziej zaangażowani docierają do prawdziwych elementów fabuły tytułu, a fabuła ta jest prawdopodobnie jedną z najbardziej ambitnych i doskonałych historii przedstawionych w grach. Poczynania gracza, historia świata i zamieszkujących go postaci oraz przeciwników są tak rozbudowane, że materiał o samym pisaniu na potrzeby gier starczyłoby na kilkadziesiąt artykułów (zajrzyjcie na wiki/Dark Souls i zobaczycie czemu jako jedna z pierwszych gier w historii wymaga istnienia społeczności do zrozumienia jej fenomenu). 

W Dark Souls światło, choćby nikłe, to często jedyna rzecz za którą będziemy w stanie podążać. Niczym ćma.
W Dark Souls istnieje cała mitologia zbudowana na potrzeby gry. Jednym z elementów tej mitologii jest Otchłań, miejsce w którym mogą przebywać tylko mroczne dusze w najczystszej postaci oraz potwornie okaleczone i zdeformowane postaci, opanowane przez mrok. Tu wypada jasno zaznaczyć, że tytułowa Mroczna Dusza to atrybut ludzki – to to, co odróżnia człowieka od Bogów, można ująć nawet, że to czysta esencja człowieczeństwa. To, że jest mroczna nie oznacza, że jest zła: człowiek w mitologii DkS powstał w mroku, po tym jak Bogowie zabrali wieczny płomień oraz boskie dusze ( ich atrybuty) dla siebie, a praprzodkowi człowieka została mroczna dusza, która okazała się potężniejsza od wszystkiego innego na świecie. Potężniejsza, dlatego, że zupełnie inna niż dusze bogów, zdolna do nieskończonego rozmnażania się, a także wpływu na inne istoty oraz łącząca się z samymi korzeniami życia. Jednak to właśnie mroczna dusza jest powodem korupcji świata, kiedy plaga nieumarłych związana właśnie z ludźmi zbiera coraz większe żniwo, nie omijając przy tym Bogów. W mitologii Dark Souls atrybutem Boga jest między innymi płomień, wyznaczający trwanie ery w której to On rządzi ziemią, a człowiek nadal stara się zająć swoje miejsce na świecie. Jednak nawet sam Bóg jest trawiony przez pustoszenie (proces tracenia duszy i równocześnie zmysłów, prowadzący do bycia nieumarłym, pustą powłoką), a ogień co prawda pomaga przedłużyć erę płomienia z którą utożsamiają się Bogowie, ale mrok zbiera w niewyjaśniony sposób coraz więcej ofiar, tocząc nawet to co nie jest ludzkie. 

Płomienie słabną z każdą chwilą.
Bóg w Dark Souls to Gwyn, ojciec popiołów, pilnujący w opuszczonym miejscu ostatniego prawdziwego płomienia, który jeśli zgaśnie to Era Ognia odejdzie, a mrok będzie rządził na ziemi. Tylko, że Gwyn karmi płomień własnym ciałem trwając w agonii, a era mroku to czas nowych rządów, rządów człowieka, których nadejście zostało dawno przepowiedziane. Nie sposób utożsamić tu jednoznacznie mroku ze złem; owszem, prowadzi do korupcji oraz zniszczenia, jednak w Dark Souls mrok raczej ma symbolizować cierpienie i odległe, bardzo trudne początki narodzin człowieczeństwa. W tym wszystkim istnieje Otchłań – miejsce w którym praprzodek człowieka odnalazł mroczną duszę, gdzie rządzi mrok, a istoty tam ściągnięte dawno już zostały złamane i opanowane przez szaleństwo. Ciekawym elementem mitologii Dark Souls jest istnienie i rola pradawnego węża, starego jak sami Bogowie, który nakłania różne istoty do wejścia w Otchłań w poszukiwaniu sztuki pozwalającej zapewnić życie wieczne przez wysysanie go z innych (Lifedrain Art – co jest naprawdę trudne do przetłumaczenia, tak żeby oddać sens zamysłu autorów) - jest  to bezpośrednio odniesienie biblijne. Tak, Hidetaka Miyazaki poszedł, aż tak daleko w swoim dziele: nie sposób powiedzieć, że nawiązanie to jest w jakimkolwiek stopniu naruszeniem, czy wypaczeniem inspiracji biblijnej, można raczej dostrzec próbę ujęcia zła przez archetypy znane z kultury zachodniej. 

To właśnie przedwieczny wąż, Kaathe pojawia się w miejscach, gdzie żyją ludzie: potomkowie praczłowieka, jednak nie korzystający z mrocznej duszy w żaden sposób (nie jest nawet powiedziane czy człowiek jest świadomy istnienia Mrocznej Duszy). Kaathe nęci słabe umysły obietnicą życia wiecznego i nowych możliwości związanych z ingerencją w samą istotę życia. Kończy się to tragicznie, sama otchłań zaczyna się rozszerzać i pochłaniać coraz to większe części świata, a ludzie porywają z niej samego praojca człowieczeństwa – istotę określaną jako Furtive Pygmy (czego tłumaczenia znów trudno się podjąć, bo może się okazać, że będziemy musieli używać określenia potajemny/schowany karzeł). Ludzie robią to, aby uzyskać moc związaną z obecnością Mrocznej Duszy, jednak efekty okazują się tragiczne. Badania prowadzone nad pierwszym człowiekiem okazują się być torturami, a sam Pygmy umęczony nieludzkim okrucieństwem zmienia się pod wpływem mroku w Manusa; uosobienie ciemności i najpotężniejszą istotę jaka kiedykolwiek przemierzała otchłań. Sama otchłań zresztą wylewa się na miasteczko w którym przetrzymywany jest praojciec ludzkości, pochłaniając wszystkich mieszkańców i zmieniając ich w zdeformowane, odrażające karykatury człowieka. 

Przyjdzie kolej również na historię Artoriasa, rycerza o woli i sile niezłomnej jak stal.

Początkowo miał to być artykuł o Artoriasie, rycerzu, który jako jedyny był w stanie przemierzać Otchłań, jednak zapłacił za to najwyższą cenę. Niestety sam wstęp do rozważań nad mitologią i historią Dark Souls zaowocował niniejszym tekstem, który już w tej chwili jest wyjątkowo długi jak na standardy publikacji w sieci. Mam nadzieję jednak, że nikt nie zasnął, a niektórzy z was sięgną po Dark Souls tylko w celu sprawdzenia jak można przedstawić taką historię za pomocą gry. Tylko uważajcie, bo sama Otchłań jest sprytną metaforą samej gry, a ta potrafi doprowadzić do szaleństwa. No i oczywiście: Praise the Sun.


Za zdjęcia użyte w artykule dziękuję deadendthrills, niezmiennie najlepszym fotografom gier.









 Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.  


czwartek, 3 września 2015

Mechaniczna pomarańcza: Alex - ofiara czy oprawca


Mechaniczna pomarańcza - ofiara czy oprawca



Dzisiaj sięgniemy na samo dno lub szczyty popkultury (zależnie od punktu widzenia) - do dzieła samego mistrza Kubricka. Ekranizacja powieści pod tytułem Mechaniczna Pomarańcza jest uznawana za jedno z najważniejszych dzieł genialnego reżysera, takich które czynią Stanleya Kubricka poniekąd jednym z ojców współczesnej kultury popularnej, a zarazem jednego z jej najbardziej nieomylnych komentatorów.


I know you! Isn't it your picture in the newspapers? Didn't I see you on the video this morning? Are you not the poor victim of this horrible new technique?

Wielu fanów twórczości Kubricka uznaje Mechaniczną Pomarańczę za jego najdoskonalsze dzieło, będące zarazem bardzo dosadnym komentarzem społecznym i kulturalnym wczesnych lat 70-tych, jak i kontrowersyjną próbą analizy instynktów, kierujących dobrym lub złym zachowaniem człowieka i reakcji społeczeństwa na to zachowanie. Historii, którą opowiada Mechaniczna Pomarańcza nie trzeba przedstawiać jednak na potrzeby artykułu postaram się ująć najważniejsze punkty w opowieści o Alexie. To młody człowiek, dorastający w Londynie bliżej nieokreślonej przyszłości. Jak wielu młodych ludzi Alex należy do gangu, nie ma pracy i jest na utrzymaniu rodziców. Najprościej ujmując Alex jest socjopatycznym bandytą czerpiącym uciechę ze znanych mu najlepiej rozrywek: ultra przemocy oraz narkotyków, z których robi najlepszy użytek podczas wypraw ze swoich gangiem, na których mordują, niszczą i gwałcą. Wszystko, co najgorsze możemy utożsamiać z postacią Alexa, jednak obecność w tym wszystkim innych osób, pozwala nam się domyślać, że dla neo-brytyjskiej młodzieży jest to przykry sposób spędzania czasu, na który skazuje ich społeczeństwo oraz brak perspektyw.



Wszystko oglądamy podczas dosadnie pokazanych scen przemocy, przedstawionych zazwyczaj w formie baletu lub tańca w takt muzyki klasycznej. Alex bowiem uwielbia jedną rzecz, która oprócz przemocy i dragów sprawia mu największą radość: muzykę Beethovena. W tym wszystkim przychodzi w końcu czas, gdy społeczeństwo (lub sprawiedliwość społeczna, zależnie jak na to spojrzeć) upomina się o karę dla młodego Alexa. Kara ta ma polegać na nowej eksperymentalnej terapii przez sensytyzację i wiązanie bodźców negatywnych z najmniejszymi przejawami przemocy. Przez wiele dni Alex zmuszony jest do oglądania długich, okrutnych filmów przedstawiających ludzi zabijających się, wykorzystujących się lub cierpiących na najrozmaitsze sposoby, podczas gdy podawane mu są środki wywołujące ból i torsje. Po jakimś czasie Alex zostaje wypuszczony jako wolny, zdrowy człowiek, jednak społeczeństwo niemal natychmiast odgrywa się na nim po raz drugi, co kończy się dotkliwym pobiciem, porwaniem i kolejną wizytą naszego bohatera w szpitalu. Tu jednak okazuje się, że jest zdrowy, chociaż widz jest świadkiem wizji Alexa, w której dobitnie widać, że nadal kocha dobrą, starą ultra przemoc.


Buty

Analiza postawy Alexa przez Stanleya Kubricka jest mistrzowskim dziełem, pozwalającym oglądającemu przejrzeć się w oczach głównego bohatera. Część widowni zostanie odrzucona przez jego złe czyny i będzie wyraźnie identyfikować go jako oprawcę, natomiast część będzie mu współczuła okrucieństwa, jakiego doświadcza ze strony systemu społecznego i widziała w nim ofiarę. Trudno tu o bardziej trafne spostrzeżenie niż to, że Kubrick w ten sposób pozwala nam samym odnieść się do czynów przez nas popełnianych i ich oceny jako dobre lub złe. Mało tego, idzie dalej pozwalając nam zadecydować o konsekwencjach tych czynów oraz ocenie lub sprawiedliwości społecznej, która nas w związku z nią dotyka. Nie dość, że Stanley Kubrick odnosi się do relatywizacji moralnej i oceny naszych własnych czynów, to jeszcze pokazuje starcie własnego ja ze światem zewnętrznym, innymi.

Cała podróż Alexa opowiada o jego zmaganiu ze światem, jego osobowość i tożsamość jest wystawiania na próbę oraz poddawana zmianom przez świat zewnętrzny, który stara się go podporządkować, wymusić w nim postawę konformistyczną. Bardzo możliwe, że za działaniem Alexa stoi tylko i wyłącznie strach lub bunt przeciwko temu, lecz paradoksalnie doprowadza ono do konfrontacji ze światem. Esencją tego przedstawienia jest scena w której Alex liże buta premierowi, który prezentuje efekty niesamowitej techniki, używanej do prania mózgu skazanego bandziora. To właśnie w tej scenie jest najbardziej prawdopodobne to, że widz oceni Alexa i zidentyfikuje z nim własne czyny lub go kompletnie odrzuci. Nasz bohater jest w niej upokorzony w sposób, którego okrucieństwo przekracza bariery świadomości, że człowiek zdolny do takich czynów, podobnie jak na początku oglądający nie wierzy w okrucieństwo samego Alexa i jego gangu. To tu widzimy, że społeczeństwo podobnie jak jednostka może być niewyobrażalnie okrutne, jednak jest to uzasadnione zasadami przystosowania się do życia w nim. A może nie? Na tym właśnie polega geniusz filmowej adaptacji Kubricka: każdy oceni ją zupełnie inaczej w zależności od własnego charakteru i doświadczeń, jednak w jakiś sposób odnosząc to do postaci Alexa.

Beethoven

Niesamowitym akcentem przy mrocznej i szarej wizji Anglii przyszłości jest użycie przez Kubricka muzyki klasycznej do opisania oraz nadania tempa scenom przemocy. Kluczową sceną w tym wypadku jest scena zbiorowego gwałtu przy akompaniamencie dziewiątej symfonii Beethovena, jednego z najbardziej ukochanych utworów tego kompozytora przez Alexa. Ten sam utwór pojawia się w trakcie terapii głównego bohatera, podczas której jest on podłożony przez samych lekarzy podczas sensytyzacji scenami przemocy. W tej scenie Alex błaga lekarzy, żeby wyłączyli ten utwór pozwalając mu zachować chociaż jedną rzecz, którą kocha dla samego siebie. Nie robią tego, jednak muzyka Beethovena w dziwny sposób opiera się na samym końcu efektom terapii. Dowodem na to, a jednocześnie mistrzowskim podkreśleniem i komentarzem do historii Mechanicznej Pomarańczy jest ostatnia scena filmu w której Alex odnajduje się po raz kolejny w szpitalu, jednak tym razem jako ofiara i osoba, której jest udzielana pomoc. W sali naszego bohatera widzimy Premiera, który na dowód dobrej woli przynosi ze sobą dziewiątą symfonię Beethovena. Jednocześnie przyprowadza ze sobą media, którym pokazuje, że Alex został wyleczony. Jednak oglądający widzi wizję właśnie samego Alexa,  w której gwałci on kobietę na śniegu akompaniamencie właśnie dziewiątej symfonii.

 
Alex, Alexander

Zbliżając się do nieuchronnej konkluzji tego artykułu chciałbym jeszcze przypomnieć jeden prosty fakt, świadczący o dualizmie przedstawienia Alexa jako ofiary lub oprawcy zależnie od sytuacji. Kiedy gang Alexa na początku napada na dom w którym gwałci zbiorowo kobietę i bije dotkliwie jej mężczyznę, nie wiemy nawet jak on się nazywa. Kiedy po długich cierpieniach i wędrówce, Alex wraca do tego samego domu po pomoc, zostaje pojmany i związany przez właśnie tego mężczyznę (a raczej jego służącego), tylko jest on już znacznie starszy oraz sparaliżowany na skutek napadu przez gang. Tym razem to właśnie ten mężczyzna planuje wykorzystać Alexa jako broń przeciwko rządowi i dowód na próby manipulowania przez pranie mózgu, jednostkami ocenianymi jako niebezpieczne lub niedostosowane. Ów mężczyzna nazywa się właśnie Mr Alexander i więżąc naszego bohatera, a ostatecznie będąc przyczyną wylądowania po raz kolejny w szpitalu, ma reprezentować odbicie samego Alexa, wypaczone przez wiek i jego własne czyny. Jak dosłownej analizy potrzebuje widz, to podlega tylko jego własnej ocenie, lecz Kubrick często w swoich filmach próbował w jasny sposób pokazać dwuznaczność oceny własnego postępowania i innych. W zależności czy wolimy być ofiarą, czy oprawcą.




Zapraszamy na nasz profil na Facebooku po codzienne aktualizacje: klik.   

Tekst o powtórzeniach



Tekst o powtórzeniach



Napisałbym coś, ale zupełnie nie wiem co. No przecież piszesz - pomyślisz, a ja odpowiem – piszę, ale nie to co bym chciał napisać. To dlaczego nie napiszesz tego co chciałbyś napisać? Bo wydaję mi się, że piszę, a potem to czytam i to jednak nie jest to co chciałem napisać. Ale czasem wychodzi coś zbliżonego do tego co chciałem napisać. 


Początkowe założenie odnośnie całego tego pisania i tworzenia marnych artykułów było takie, że piszę codziennie choćby się niebo miało zawalić. Tylko po to, aby udowodnić sobie, że potrafię i umiem utrzymać regularność w robieniu chociaż jednej rzeczy, która nie jest moją pracą. Bo w pracy przecież też siedzę i piszę.


Niestety, z przyczyn ode mnie niezależnych, życie zwaliło się na głowę, przestałem pisać na przynajmniej kilka dni, a teraz sam zastanawiam się po co to piszę. Pisałem. Dla siebie, jako ćwiczenie? Pewnie, ale to głupie i egoistyczne – równie dobrze mógłbym to napisać na kartce i ją zjeść albo wyrzucić, tyle samo pożytku dla ogółu całej ludzkości, której przecież ostatecznie chciałbym zaoferować cokolwiek. A więc usiadłem i znów piszę, próbuję sam siebie przekonać, że warto. 


No i przeglądam przy okazji to co napisałem wcześniej. Zawsze pisałem takie rzeczy jakie sam chciałem czytać – to jedyne kryterium jakie towarzyszy mi podczas pisania. To hołd dla periodyków i autorów, których sam czytałem, a teraz ich nie ma – odeszli. A ja jeśli chciałbym pokazać komuś co lubiłem czytać i jak – sam muszę to napisać. A więc koniec przerwy, wróćmy do robienia tego co sprawia, że czujemy się na koniec dnia choć odrobinę mniej hujowo. Ponieważ jeśli coś zrobisz danego dnia i popatrzysz na efekty tej, choćby krótkiej, chwili pracy to może się okazać, że masz dla samego siebie dowód mówiący o tym, że usiadłeś na chwilę, pomyślałeś i zrobiłeś coś co może (?) Cię rozwinąć. Albo przynajmniej zapomnieć. 


[No. Napisałem. ]




  
Zdjęcie pochodzi z cudownej kolekcji fotografii z planów filmowych autorstwa Jeffa Bridgesa.  

Obserwatorzy